poniedziałek, 20 października 2014

Radości nauczania #5: Zmartwychwstanie Norwida


- Jaka jest forma niedokonana dla czasownika umrzeć?
Głos z sali: zmartwychwstać?


*****

"Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
podnoszą z ziemi przez uszanowanie..."
Zdziwiony głos z sali: ale jak to tak z ziemi? Przecież tam są mikroby!

czwartek, 24 lipca 2014

Znalazłam łąkę pod moim domem

W minioną niedzielę. Zupełnie przez przypadek. 

Obok wielkiego placu budowy, z którego hałas budzi mnie co rano, otwarto przestrzeń dla pieszych umożliwiającą przedostanie się skrótem na drugą stronę dzielnicy. Doceniając wymiar praktyczny przedsięwzięcia, nie spodziewałam się większych wrażeń estetycznych po tej zaimprowizowanej świeżce. A tymczasem wzdłuż drogi ciągnie się pole chabrów, rumianków i innego łąkowego kwiecia! Jest go tyle, jakby ktoś je tam zasiał. Być może zresztą tak było. Piękny kawałek nieucywilizowanej przyrody, za którą czasem tak tęskno w wielkim mieście. (Trzeba zaznaczyć, że taki zachwyt jest tym większy, iż niespodziewany. Paryskie przestrzenie zielone są uporządkowane i wypielęgnowane, dlatego też o wiele trudniej niż w Polsce znaleźć w mieście kawałek ziemi niczyjej, na którym by się swobonie pleniła natura).

Cóż, Paryż nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w kwestii zachwytów codziennych. A ja ku swojej radości spełniłam kolejne małe letnie marzenie i wróciłam do domu z wielkim naręczem polnych kwiatów na najpiękniejszy tego lata bukiet.






środa, 12 marca 2014

Smutny Dracula



Gdyby hrabia Dracula mógł się nagle zmaterializować w Paryżu i wsiąść do metra, w linię 11, w kierunku Porte de Lilas, a przy tym poczuć się nieporadny i zagubiony, z pewnością wyglądałby jak drobny mężczyzna wyłowiony spośród tłumu jadącego w niedzielne popołudnie do Belleville. Był niewysoki i wątłej postury, wydawał się też bardzo nieśmiały i dziwnie smutny. Wcisnął się w kąt wagonu, sprawiając wrażenie, jakby najmniej, jak tylko to możliwe chciał zawadzać innym swoją osobą. Nawet jego ubranie zdradzało jakąś nieporadność: bardzo wysoko podciągnięte spodnie ukazywały kostki w niedopasowanych skarpetkach. A przy tym wszystkim zwracała uwagę jego niesamowita, wyrazista twarz, przywołująca na myśl postać transylwańskiego hrabiego z filmów z lat trzydziestych. Możliwe, że gdyby Dracula zszedł z czarnobiałych ekranów i przeniósł się do naszych czasów, być może nie mogąc się odnaleźć w hołubionej przez popkulturę rzeszy współczesnych romantycznych wampirów, stałby się taki zagubiony, kruchy, nieporadny. I smutny.

czwartek, 6 marca 2014

Migawka z parku Buttes Chaumont

Pierwszy marcowy spacer dostarczył mi niespodziewanych, wiosennych zachwytów. Mentalnie będąc nadal w lutym, melancholizując się wciąż jeszcze odrobinę z powodu zimy, która nie nadeszła, kiedy zauważyłam, że pod moim oknem zakwitła na biało mała, dzika czereśnia, doszłam do wniosku, że pospieszyła się tak samo jak w zeszłym roku (wówczas kilka dni później jak niepyszna została szczelnie przysypana niespodziewanym śniegiem). Dlatego też zaplanowany w ostatniej chwili niedzielny spacer po parku Buttes Chaumont wprawił mnie w lekkie osłupienie. Jak najbardziej pozytywne zresztą. Najwyraźniej nie tylko moja mała czereśnia poczuła zew wiosny! W rzeczonym parku (wielce malowniczo położonym na terenie dawnego kamieniołomu) nawet stateczne, dorosłe drzewa, nie wyglądając już dłużej zachęt, okryły się całe białym i różowym kwieciem. Na jednym z nich, z rozłożystymi, grubymi gałęziami tuż przy samej ziemi, spotkaliśmy nawet piknikującą parę, która jakby nigdy nic rozsiadła się na konarach, w powodzi różowych kwiatków. Całości błogiej, niedzielnej atmosfery dopełniał młody saksofonista, który przycupnął na jednym z pagórków i grał w najlepsze. Nie wychodziło mu to zresztą najlepiej, być może udał się tam poćwiczyć, by dać odetchnąć sąsiadom. Ale nie szkodzi. Bynajmniej nie odbierało mu to uroku.

******

PS. Niestety nie uraczę P.T. Czytelnika żadnymi zdjęciami tych czarownych chwil, gdyż moja lustrzanka od dawna kurzy się na półce i czeka na lepsze czasy. A tamtego popołudnia, by nic nie zakłócało sielanki, nawet mój telefon odmówił posługi. Pozostawiam więc drogiemu Czytelnikowi szerokie pole do wyobraźni. A na pocieszenie mały kwiatek dowodzący mentalnej wiosny, widziany wczoraj nieopodal uniwersytetu. 



wtorek, 18 lutego 2014

Śnieg w Barcelonie

Ostatnie sobotnie przedpołudnie spędziłam w towarzystwie pewnej uroczej Hiszpanki pochodzącej z Barcelony. Już sam fakt konotacji z tym wspaniałym miastem na wstępie gwarantował jej spore pokłady mojej sympatii. A już zupełnie urzekło mnie to, że jej imię Nieves po hiszpańsku znaczy "śnieg". Zachwyca mnie idea, że ktoś może nosić takie imię. A tym bardziej ktoś pochodzący z kraju kojarzonego raczej ze słońcem i plażą, a nie z zimowymi pejzażami. 

Być może mój zachwyt był tym większy, że chociaż już powoli wyglądam wiosny, wciąż jestem niesyta tej bieli i skrzypiącego śniegu pod butami, którymi nie dane mi było nacieszyć się w tym roku. Zostawiam więc P.T. Czytelnika, być może podzielającego moją zimową melancholię, z kilkoma pocztówkami z zupełnie niezimowego Paryża, który mimo wszystko nadal dumny i piękny.




niedziela, 8 grudnia 2013

Montmartre niedzielny

Spacerowanie po tym wzgórzu, zwłaszcza w słoneczne, późnojesienne popołudnia, jeszcze mi się długo nie znudzi.










wtorek, 5 listopada 2013

Metro w różu – impresja

Dzisiaj do wagonu metra linii numer 2, gdzieś w okolicy parku Monceau, wsiadła dziewczyna z wielkim bukietem, a chciałoby się wręcz powiedzieć naręczem, wspaniałych, bladoróżowych róż. A w drugiej ręce dla kontrastu trzymała miotłę z nadrukiem w Myszki Miki. I trzonek do jeszcze jednej miotły. Wściekle różowy.